wtorek, 12 marca 2013

Bubblegum Bitch


                       Po kilku chwilach milczenia Alex spojrzał w stronę terminalu i rozważał czy nie wrócić. Lecz odgonił od siebie tę myśl i spytał Jacka, czy mogą już jechać. Chłopak ochoczo kiwnął głową, chłonąc każdą chwile, każde słowo, każdy gest Gaskartha jakby bał się, że jest on tylko wytworem jego wyobraźni. Szatyn pochwycił jego dłonie i wyszli z budynku, kierując się do samochodu Barakata. Alex uśmiechnął się pod nosem widząc przed sobą żółtego Chevroleta Camaro, który Jack posiadał jeszcze przed jego wyjazdem. Bądź ucieczką, jeśli trzymamy się prawdy.
                       Prawdy, której nie wie nikt. Chyba nawet Alex do końca jej nie zna. Nie potrafi dotrzeć samego siebie. Mur, który zbudował wokół siebie jest nie do przedarcia. Z każdym oddechem, ruchem czuje, że jest mu ciężej żyć. Żyć pod presją. Kłamstw i błędów, które to nie on popełnił. Jadąc do Amsterdamu miał wizję lepszego życia, bez Jacka. Rzecz jasna, kochał go, ale... Nie umiał z nim być. Lecz po trzech latach, pieprzonych trzydziestu sześciu miesiącach wrócił z podkulonym ogonem do punktu wyjścia. Nigdzie nie ma nadziei. Jest tylko ogień, który wznieciła mała iskra i tylko on umie ją ugasić. Ale czy chce? Owszem, wie jak mocno zranił Barakata ale nie miał innego wyjścia. Nie chciał umierać na jego oczach. Wiedział, że nie uniknie rozmowy. Bał się, że pogłębi nóż w sercu chłopaka i tym samym pozostanie na świecie sam. Cholerny egoista, który jest świetnym manipulantem. Arogancki, wiecznie niezadowolony i naburmuszony bachor, któremu zawsze było mało.
                       Z letargu wyrwał go trzask zamykanego bagażnika i zatroskany wzrok młodszego. Jego twarz niewiele się zmieniła od ich ostatniego spotkania  Brązowe oczy świeciły swoim niepowtarzalnym blaskiem a trzydniowy zarost dodał jego twarzy bardziej męskiego wyglądu. Jest jego daleką fantazją... Chciał by po jego wyjeździe chłopak dał sobie radę, lecz po telefonie od Zacka i jego sprawozdaniu z planu dnia Jacka (płacz, zamykanie się w pokoju, płacz, napady histerii, brak snu) i jego późniejsze terapie u Chestera Alex cierpiał bardziej niż chłopak. Chester jest najlepszy, więc wiedział, że nie zrobi mu krzywdy, może mu tylko pomóc. Bennington znał go lepiej niż on sam. Niemożność dotknięcia wtedy Jacka zabijała go od środka, wyżerając dziurę w jego sercu. Stworzyła potwora, którego Jack nigdy nie mógł poznać. Ciemne rurki i trampki odwiecznie były jego stałym elementami ubioru. Za to Gaskarth nigdy nie sądził, że brunet kiedykolwiek założy skórzaną kurtkę. Zawsze powtarzał, że gardzi takimi nakryciami wierzchnimi i wolałby wyjść nago niż w zimnej i nieprzyjemnej skórze. Włosy też uległy pewnej zmianie. Połowa z nich była w kolorze platyny a pozostałe zostały naturalne. Wygląda jak skunks, pomyślał Alex, śmiejąc się w duchu. Bez słowa złapał jedną z jego dłoni i przyłożył ją do swojej suchej i zmęczonej twarzy. Spomiędzy warg Jacka wydobywał się świszczący oddech a palce przywarły do policzka, lekko go gładząc. Nie liczyli ile tak stali, ale wystarczająco długo by szatyn mógł mu przekazać pewną wiadomość. Jestem cholernie szalony ale jestem wolny.
                       Jack usiadł za kierownicą i przekręcił kluczyk w stacyjce, następnie ruszając ostrożnie z parkingu. Jadąc ponownie tkwili w ciszy. Za wszelką cenę brunet próbował skupić się na drodze lecz ku uciesze bądź nieszczęściu Alex złapał go za kolano, które lekko ścisnął powodując niemal atak serca. Kiedy Barakat zwrócił się w jego stronę on patrzył przez szybę z enigmatycznym wyrazem twarzy. Myślał o tym ile stracił, ile dobrych i właściwych rzeczy przeszło mu obok nosa. Wybrał życie, przed jakim zawsze się wzbraniał. Świat, w którym należał do nikogo ale równocześnie każdy mógł go mieć. Nie posiadał nic, jednak pragnął wszystkiego  Nie miał już nic do stracenia, nic do zdobycia więc zszedł na dno. Czyli tam gdzie był przeznaczony od samego początku. Odnalazł ludzi, którzy utwierdzili go w przekonaniu, że nie znaczy nic. Czerwona, najbardziej kurewska dzielnica Amsterdamu była w Jego władaniu. To właśnie tam go poznał. Pamiętał dzień gdy pierwszy raz go spotkał, już wtedy wiedział, że on jest jedyny w swoim rodzaju. Władczy, nie znał sprzeciwu, miał to co chciał. Był charyzmatyczny, przyciągał do siebie ludzi, budził podziw i respekt wśród gangów. Każda kobieta odwracała za nim głowę lecz nie tylko kobiety patrzyły na niego pożądliwie. Plotki zawsze były rozsiewane by osłabić grupę blondyna. Nawet wtedy kiedy zaczął być z Alexem. Gdy pokazał mu życie, którego tak mu brakowało. by wypełnić brak po Jacku. Ale Ben Bruce nie umiał zastąpić mu Jacka Barakata. Nikt nie umiał, nie umie i nie będzie umiał.
                       Szczęk przekręcanych kluczy we frontowych drzwiach postawił Alexa na nogi. Musiał stawić czoła temu, czego bał się najbardziej. Wziął głębszy oddech i chwycił swój bagaż, wchodząc do środka. Rozejrzał się i od razu poczuł dziwny ucisk w sercu. Dom zdawał się być tak przyjemny, pomijając bałagan w nim panujący. Jack wymienił meble, odmalował ściany, stworzył całkiem nowe mieszkanie. Pewnie Chester mu to poradził w ramach terapii. Teraz ktoś mógłby tu stworzyć prawdziwą rodzinę. Spojrzał na Jacka, nonszalancko opartego o ścianę z tępo wbitym spojrzeniem w jeden punkt. Chłopak był tak przystojny, tak dobry, mógł mieć teraz każdego. Być może piękną żonę, gromadkę dzieci, dobrze płatną pracę. Ale on uparcie czekał na coś, co dawno utracił. Czegoś, czego w ogóle nie miał. Nagle poczuł jak w jego żyłach mocniej krąży krew i podszedł do bruneta seksownym krokiem. Przygwoździł go do ściany i zaczął namiętnie całować. Jęk wydarł się z ust Barakata i Alex zadowolony z siebie, zaczął majstrować przy pasku od spodni chłopaka. On zaś naparł na niego biodrami, językiem przejeżdżając po jego szyi. Dreszcz przeszył Gaskartha od stóp do głów i nieco wbity z rytmu, pokracznie powrócił do poprzedniego zajęcia. Kiedy zimne dłonie Jacka wsunęły się pod jego koszulkę i zaczął masować jego tors, nie mógł dłużej pierdolić się z tym zapięciem i rozjuszony, pociągnął za pasek. Po kilku sekundach spodnie zjechały mu do kostek i chłopak oparł głowę o ścianę, a w przedpokoju zdało się słyszeć tylko ich głośne oddechy. Alex ściągnął z niego czerwone bokserki i przymknął powieki. Tym razem robię to nie dla pieniędzy, lecz dla przyjemności.

I'm Mister Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
Hit me with your sweet love, steal me with a kiss.
I'm Mister Sugar-Pink, liquor, liqour lips,
I'm gonna be a bubblegum bitch,
I'm gonna be a bubblegum bitch.
_______
Pierwszy rozdział. Jestem zdziwiona, że go napisałam. Szczerze to nie wiem czy kogokolwiek obchodzi ta historia. Można się spotykać mojego bardzo osobistego one shota, ale nie wiem kiedy dokładnie. Jestem chyba jeszcze za słaba. Cóż... 

3 komentarze:

  1. 'Alex ściągnął z niego czerwone bokserki i przymknął powieki. Tym razem robię to nie dla pieniędzy, lecz dla przyjemności' koniec podoba mi się najbardziej. JALEX JALEX JALEX JALEX.

    OdpowiedzUsuń
  2. Fajne, Ciekawe, Czekam Na Next ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Aaaaa to ten Ben Bruce! Nie wiedziałam, że tak się nazywa ale przykuł moją uwagę w jednym z teledysków AA. Gejuchyyy :D Nie wiem czy tylko mi się zdaje, że to opowiadanie jest inspirowane Laną. Podoba mi się! Jakaś tajemnicza ta historia z tą kurewską dzielnicą. Czyżby się sprzedawał ;>? Czekam na next :)

    OdpowiedzUsuń